wtorek, 9 lutego 2016

Seans 130 "Czarna gwiazda"


Witajcie, słuchacze i czytacze.

David Bowie nie jest w mojej pierwszej trójce artystów, ale na pewno w pierwszej dziesiątce i nadal trudno jest mi pogodzić się z tym, że już go nie ma. Różne bywały jego wcielenia, różna muzyka na kolejnych płytach, zawsze zaskakiwał, nigdy nie można było przewidzieć, w która stronę teraz pójdzie. Gdyby dał wcześniej znak, że jest poważnie chory, może udałoby się przewidzieć choć tę ostatnia płytę, ale zachował chorobę w tajemnicy do końca.



Wszędzie pełno przez ostatni miesiąc było muzyki Bowiego, wszędzie pełno o nim artykułów, wzmianek, recenzji. Wiadomo, że tą ostatnia płytą artysta faktycznie chciał się pożegnać ze swoimi słuchaczami, ze swoimi wiernymi fanami. Płyta "Blackstar" miała premierę w dniu 69 urodzin artysty, a kilka dni później David Bowie zmarł. Ja osobiście myślę, że bardzo chciał doczekać premiery i dożył jej tylko siłą woli.



Płyta jest zupełnie inna, niż wszystkie poprzednie, co u Bowiego w zasadzie nie dziwi, ale niektórzy twierdzą, że zatoczył koło, wracając na niej do tego, co najpierw go urzekło - do jazzu. Mimo umiejętności gry na kilkunastu instrumentach artysta zawsze uważał, że jest za mało utalentowany aby grać jazz i dlatego poświęcił się muzyce rockowej, rozwijając ją w całkiem niespodziewanych kierunkach. Na płycie "Blackstar" towarzyszy mu śmietanka kilku generacji amerykańskich jazzmanów: perkusista Mark Guiliana, saksofonista Donny McCaslin, gitarzysta Ben Monder i klawiszowiec Jason Linder, których Bowie zobaczył w jednym z nowojorskich klubów i uznał, że to jest to, czego potrzebuje.



Jazz na jego ostatniej płycie jest mroczny, snujący się w tle lub wychodzący dramatycznie na pierwszy plan, ale zawsze mroczny. W tekstach można się doszukać (teraz - wiedząc, jak się zakończyła cała historia) zapowiedzi nadchodzącej śmierci, przekazu o chorobie, żalu za tym, co utracone, przemyśleń o życiu. Bowie to mistrz ambiwalencji, który zawsze potrafił sprytnie zacierać granice między biografią i autobiografią, komentarzem i wyznaniem, prawdą i kłamstwem - i robi to i na swej ostatniej płycie.



Płyta jest krótka - tylko siedem utworów, 41 minut muzyki. Ale można się zasłuchać, a po skończeniu chce się doświadczać jej od nowa. Jest to tragiczne, że nie dostaniemy już od niego żadnych nowych utworów, ale dobrze, że możemy się cieszyć wszystkimi, które stworzył do tej pory - i tą ostatnia płytą, ostatnim prezentem dla fanów.



Żeby uczcić pamięć o Davidzie Bowie, Program Trzeci Polskiego Radia zaprasza na głosowanie Top Davida Bowie. Spośród około 400 piosenek można zagłosować na 69 - na tyle, ile lat miał artysta w chwili śmierci. Głosy można oddać tutaj do 18 marca do godz. 12.00., a  prezentacja Topu odbędzie się 19 marca, start o godz 10.00.


wtorek, 19 stycznia 2016

Seans 129 "Waluta człowiecza"

Witajcie, słuchacze i czytacze.

Pora na pierwsze miejsce mojego rankingu płyt 2015. To Melody Gardot i jej "Currency of man".



Historia Melody Gardot jest zarazem smutna i optymistyczna. Mając 18 lat uległa cieżkiemu wypadkowi, kierowca nie zatrzymał się na czerwonym świetle i potrącił ją jadącą na rowerze. Złamana miednica, urazy głowy i kręgosłupa, nadwrażliwość na światło i dźwięk, ciągłe zmaganie się z bólem i problemy z pamięcią - to skutki. Przez rok była przykuta do łóżka, a jej lekarz zalecił jej muzykoterapię, która miała pomóc jej odzyskać sprawność po urazie mózgu. W ten sposób zaczęły powstawać pierwsze piosenki. Na początku Melody sceptycznie odnosiła się do pomysłów wydawania płyt, ale - na szczęście dla słuchaczy - zdecydowała się dzielić ze publicznością swoimi piosenkami. Dwie pierwsze płyty to uczta dla miłośników jazzu. Trzecia to jednorazowa ucieczka w kierunku samby i bossa novy. A czwarta... dla mnie to po prostu arcydzieło.



Melody na tej płycie poszła bardziej w kierunku soulu i bluesa. Sekcja instrumentów dętych, gitary, pianino, kontrabas, różne przeszkadzajki, a wszystko w mrocznej, ciemnej i dusznej atmosferze - takiej jak nasz świat, co Melody też ujmuje w warstwie tekstowej. To głównie opowieści o nietolerancji, wykluczeniu, odrzuceniu, braku ciepła, miłości. Melody nie opowiada tutaj swoich prywatnych historii, ale snuje opowieści oparte na obserwacji świata, a podczas koncertów wciąga publiczność w dyskusje, zadając im podchwytliwe pytania. Producentem albumu jest Larry Klein, mąż Joni Mitchell, który współpracował między innymi z Donem Henleyem czy Peterem Gabrielem.



 “Currency of Man” to płyta niezwykła, ukazująca wielką artystyczną wrażliwość. Można się zasłuchać, zapomnieć, a kiedy się skończy, chce się słuchać od nowa. To muzyka, która nie męczy, choć tekstowo zmusza do zastanowienia. Każdy dźwięk ma tutaj swoje miejsce, a jednocześnie wydaje się, że wszystko rodzi się naturalnie właśnie w momencie, kiedy tego słuchamy.




Tracklist (wersja deluxe), 1.06.2015:

Don't Misunderstand
Don't Talk
It Gonna Come
Bad News
She Don't Know
Palmas Da Rua (Interlude)
Same To You
No Man's Prize (Extra Track)
March For Mingus (Interlude)
Preacherman
Morning Sun
If Ever I Recall Your Face
Once I Was Loved
After The Rain (Extra Track)
Burying My Troubles (Extra Track)



Melody Gardot odwiedziła niedawno Polskę i dała wyśmienity koncert na Torwarze, 10 grudnia 2015. Był może nieco krótki - to jego jedyna wada. Jak przyjedzie do Polski kolejny raz - koniecznie się wybierzcie!






piątek, 8 stycznia 2016

Seans 128 "Siódma Foka"


Witajcie, słuchacze i czytacze.

Dziś będzie o jednej z moich płyt 2015 (przedstawiłam już Dona Henleya "Cass County", choć chyba nie napisałam, że to jedna z moich "płyt roku"). Henry Olusegun Adeola Samuel,  czyli Seal, właśnie skończył 50 lat i wydał płytę zatytułowana po prostu "7".


 "7" to płyta o miłości, o tym, jak ekstremalnych przeżyć dostarcza. Jak uskrzydla i zrzuca w przepaść. "Za każdym razem kiedy jesteś ze mną, czuję się chciany" czy "Ja wziąłem twój żar / Ty wzięłaś moją troskę / a teraz mówisz / jakby mnie tu nie było" - takie frazy przeważają w tekstach na tej płycie. Więcej na niej smutku, jako że po 10 latach małżeństwa Seal rozstał się  z Heidi Klum, więc z żalem, ale i ciepłem, wspomina minioną (a może nie?) miłość. Przed wydaniem płyty Seal mówił, że chciał "uchwycić tę piękną, zmieniającą się dynamikę miłości, związaną ze strachem, potrzebą akceptacji, rozkoszą, smutkiem, lekkomyślnością, podnieceniem. Płyta opowiada zarówno o ekstremalnej radości, jak i ekstremalnym żalu oraz wszelakich szaleństwach, których dopuszczamy się pod wpływem miłości."


Producentem płyty jest Trevor Horn, producencka gwiazda lat 80., z którym Seal, wraz z wydanym w 1991 roku albumem "Seal", rozpoczął nie tylko wieloletnią współpracę, ale i długoletnią przyjaźń. Na studyjnym polu panowie rozdzielili się na piątą płytę "System" (produkował Stuart Price), Horn wrócił dopiero przy drugiej części kompilacji "Soul", czyli od czasu ostatniej kooperacji minęło aż osiem lat. Ale w zażyłej komitywie byli ponoć przez cały czas, bez przerw. Sam Trevor Horn też miał w swoim życiu ciężkie doświadczenia - śmierć żony, co wydaje się też wpływać na doskonałe porozumienie obu panów - kompozycje są ze smakiem wyprodukowane, okraszone dźwiękami fortepianu i smyków, prowadzone, silnym głosem.



W zasadzie nie ma na tej płycie utworów słabych, a całości słucha się rewelacyjnie. Seal ma możliwości głosowe i wielokrotnie pokazał, że potrafi przekuwać je w wielkie hity. Oprócz już zaprezentowanych trzech (moich ulubionych) na wyróżnienie zasługują jeszcze "The Big Love Has Died" i "Love", dwie proste, bombardujące pianinem i smyczkami, bardzo mocne ballady dobrze rozgrywające swój patos i pozwalające grać głosowi oskarową rolę. Bardzo lubię też "Padded Cell", trochę jak z lat 80. "Jestem milionem różnych osób żyjących we mnie" - śpiewa artysta, zaś produkcja uwzględniająca cymbały, organy i mnóstwo innych środków, oddaję tę specyficzną schizofrenię bardzo dobrze.



Seal wybrał piosenki na tę płytę z pięćdziesięciu kompozycji, a pytany o to w wywiadzie zacytował Bono, że "pomysły przychodzą i odchodzą, a dobre piosenki trwają". Piosenki z tej płyty też będą trwały. 

Tracklist:

1. "Daylight Saving"   
2. "Every Time I'm With You"   
3. "Life On the Dancefloor"   
4. "Padded Cell"    
5. "Do You Ever"    
6. "The Big Love Has Died"    
7. "Redzone Killer"    
8. "Monascow"    
9. "Half a Heart"    
10. "Let Yourself"   
11. "Love"   


Na koniec dla anglojęzycznych - wywiad. Warto posłuchać! :)





poniedziałek, 28 grudnia 2015

Seans 127 "Let's dance"

Witajcie, słuchacze i czytacze.

Nadchodzi Sylwester, więc przychodzę do Was z małą rozgrzewką.

Część 1 :)


Część 2 :)


Część 3 :)


Część 4 :)


Żyjecie jeszcze? ;)

sobota, 19 grudnia 2015

wtorek, 8 grudnia 2015

Seans 125 "W rytmie country"


Witajcie, słuchacze i czytacze.

Nigdy nie podejrzewałam, że ukaże się na tym blogu tekst o muzyce country, jako że za nią nie przepadam. Ale ostatnia płyta Dona Henleya "Cass County" jest własnie w stylu country. A Dona lubię, więc co robić? ;)



Don Henley pochodzi z Teksasu, a konkretnie własnie z hrabstwa Cass we wschodnim Texasie, pełnego równin, farm i szybów naftowych, można więc powiedzieć, że wywodzi się z country i country grało mu w duszy zanim zaczął śpiewać i tworzyć piosenki z zespołem The Eagles, a potem solo. Teraz wrócił więc do tych korzeni.



W piosenkach porusza kwestie typowe dla tej muzyki: pracę, niespełnione miłości, rozliczenia z przeszłością, nadzieję na przyszłość. Oprócz jego własnych kompozycji znalazły się też covery takich artystów jak The Louvin Brothers (z 1955), Jesse Winchester (1970) i Jesse Lee Kincaid (1966).



Producentem albumu jest Stan Lynch, znany z zespołu Toma Petty. Z Henleyem śpiewa cała plejada gwiazd: Merle Haggard, Alison Krauss, Trisha Yearwood, Lucinda Williams, Mick Jagger czy Dolly Parton.



Don Henley o swojej płycie dla magazynu The Rolling Stone powiedział tak:
“I can truthfully say that I enjoyed making this record more than any record I’ve made in my career. And a lot of the reason is because of the people who participated. There’s some amazing musicians here and the best thing about it is, most of them are funny. So it was a real pleasure.”




Mam nadzieję, że nabraliście ochoty na posłuchanie całości. :) 
Zostawiam Was z szybszym kawałkiem na koniec. Niech się bioderka ruszają :)







czwartek, 19 listopada 2015

Seans 124 "A teraz słucham... po polsku"


Witajcie, słuchacze i czytacze.


Zaczynamy od zespołów i wykonawcy, którzy po angielsku, choć Polacy. :)

Wicked Heads "Choices"



Szymon "Golden"



Riverside "Found (an unexpected flaw of searching)"



Teraz instrumentalnie :)
Przemek Raminiak Quartet "Falling"



I już w całości po polsku. :)
Natalia Przybysz "Królowa Śniegu"



Kortez "Od dawna już wiem"



IRA "Wybacz"



Ania Rusowicz "Czy da się kochać"


I jak? :)

środa, 28 października 2015

Seans 123 "Ciche święto"

Witajcie, słuchacze i czytacze.

Miało być po polsku, ale przekładamy to na następny raz. Nadchodzi 1 listopada, więc chciałam Wam zaproponować coś w tym temacie. Otóż ukazała się kolejna płyta "Muzyka Ciszy" zebrana przez Marka Niedźwieckiego. Co sam autor o niej mówi?

"Mamy tym razem jak zwykle sporo klasyki, ale także nowości. Lubię to wszystko mieszać. Poukładać tak, że podczas słuchania trzeba przymykać oczy. Wtedy słychać jeszcze lepiej i piękniej. Proszę spróbować. To działa… Jest na tych płytach wiele wspomnień z czasów, kiedy byłem w Trójce „Nocnym Markiem”, a radio było w znacznie większym stopniu „teatrem wyobraźni”. Proszę sobie uruchomić ten teatr w domowym zaciszu. (…) Życzę pięknych odkryć i najwspanialszych wspomnień. I ‘niech muzyka nigdy się nie kończy’….”




Słuchajcie, przymykajcie oczy i kupcie płytę, bo warto mieć ją w swojej kolekcji :)

niedziela, 18 października 2015

Seans 122 "A teraz słucham..."


Witajcie, czytacze i słuchacze.

Dawno nie było zestawu aktualnie przeze mnie słuchanej muzyki, więc oto propozycje. :)

A-ha "Under the make up"



America "Driving"



Beth Hart "Tell her you belong to me"





Boz Scaggs "Last tango on 16th Street"



David Gilmour "Rattle that lock"



Don Henley "Take a picture of this"



Eliane Elias "Searching"





John Lodge "In my mind"



Lifehouse "Hourglass"




Lou Doillon "Where to start"




New Order "Restless"



Pet Shop Boys "Break for love" (stare, ale jakos mi się wkradło do nowości i siedzi)





Seal "Every time I'm with you"




Simple Minds "Spirited away"



Someday Jackob "Daily bread"



Lizz Wright "The new game"




I nadal niezmiennie: Toto "Burn", żeby Wam się nie nudziło, to wersja koncertowa z Warszawy :)




Następnym razem polecimy polszczyzną ;)



piątek, 4 września 2015

Seans 121 " Wybierz Maanam"

Witajcie, słuchacze i czytacze.

Zbliża się czterdziestolecie istnienia zespołu Maanam i z tej okazji Program Trzeci Polskiego Radia ogłosił konkurs na największy przebój tego zespołu.
Głosować można na 33 utwory pod adresem http://lp3.polskieradio.pl/maanam/
Fajna zabawa, zachęcam :)

A moje największe przeboje? Nie pokażę wszystkich 33 ;) Ale może trzy? :)


"Eksplozja"

"Ta noc do innych jest niepodobna"


"Szał niebieskich ciał"


Miłego słuchania i głosowania :)

Dopisek : oto wyniki głosowania: http://lp3.polskieradio.pl/maanam/notowanie.aspx